Witam Was moi kochani, chciałabym was poinformować o zawieszeniu tego bloga na okres 3-4 miesięcy.
Prowadziłam około 7 opowiadań i nie byłam w stanie tego ogarnąć. mogę zapewnić Was że opowiadanie zostanie doprowadzone do końca.
Możecie mnie znaleźć pod tymi linkami:
http://diee-in-your-arms.blogspot.com/
http://hoopeless-feelings.blogspot.com/ [Współpraca z Karoliną]
http://writing-you-a-letter.blogspot.com/
http://as-long-as-u-love-me.blogspot.com/
http://how-to-live-without-you.blogspot.com/
To i tak dla mnie za dużo więc możliwe że niektóre z powyższych blogów również zostaną zawieszone.
Bardzo Was przepraszam, pod ostatnim rozdziałem historii widziałam że nie chcecie bym zawieszała, ale proszę postarajcie się zrozumieć mnie. Możecie być pewni że za 3-4 miesiące powrócę tu i jesli nadal ktoś będzie chciał, poprowadzę historię dalej. To opowiadanie jest bliskie mojemu sercu dlatego opuszczam je z wielkim bólem.
Dziękuję Wam i Do zobaczenia.
sobota, 13 października 2012
niedziela, 30 września 2012
Pięć cz. 2
Z pewnością że w stołówce zobaczę jakiegoś nocnego stwora wkroczyłem do pomieszczenia. Rozejrzałem się dookoła ale moje złote, wampirze oczy nic nie dostrzegły. Zaśmiałem się pod nosem i chcąc krzyknąć do Rose że zbyt często dramatyzuje- ujrzałem ją. Kaskada lśniących, wiśniowych włosów opadała na ramiona, delikatnie kręcąc się, czysto brązowe oczy zdawały się krzyczeć, błagać o pomoc. Siedziała skulona na ziemi obok białego, kuchennego blatu. Jej jeansy tak doskonale opinały jej biodra, zbyt idealnie- jak na jej świat. biała jedwabna bluzka kontrastowała z delikatnie opaloną skórą i pięknymi włosami. Spojrzała mi w oczy. przez chwilę poczułem się jak tamtego dnia- w Londyńskiej kawiarni.. Niestety, to była tylko nic nie warta sekunda. Nagle gdzieś w środku, zrozumiałem jakie konsekwencję mogę ponieść za jej obecność tutaj. Mogę wpaść w tarapaty przez tą śmiertelniczkę. W potwornym tępię zbliżyłem się do niej.
-Co ty tutaj robisz?!- warknąłem - Wiesz jakie będę miał kłopoty?!- krucha istota dziewczyny rozpłakała się ponownie- była taka bezbronna, w obliczu mojej siły. Chwyciłem ramię dziewczyny i podniosłem ją, najpierw spojrzałem pełen wściekłości w jej oczy a później z całej siły potrząsnąłem ją.
-Skąd o nas wiesz?1 - krzyknąłem - Jak nas odkryłaś?!- ale dziewczyna milczała. Gniew narastał coraz szybciej, aż w końcu wybuchnąłem. rzuciłem czerwonowłosą śmiertelniczkę o ścianę W przypływie kolejnej fali wściekłości cisnąłem w stronę dziewczyny kilka dosyć dużych porcelanowych wazonów Rose. Kiedy ciało dziewczyny bezwładnie z sunęło się po ścianie zrozumiałem co ja wyprawiam. Bezszelestnie opadła na podłogę, podbiegłem do niej i wziąłem ją w ramiona. Spojrzałem na jej bladą twarz- zemdlała. Przeklnąłem pod nosem i wziąłem ją na ręce, delikatnie, normalnym tempem ruszyłem w stronę swojej sypialni. Frozen już tam nie było. Położyłem dziewczynę na łóżku. Pomyślałem że może jej być nie wygodnie w stroju codziennym, a ona jakby uśmiechając się, przyznała mi rację. Najdelikatniej jak potrafiłem zdjąłem z niej spodnie, ukazały mi się jej śliczne nogi, i piękne biodra. Zdejmując z niej jedwabną koszulkę przez głowę przemknęła mi myśl, że ona czuje- odczuwa ciepło i zimno, więc w samej bieliźnie może być śmiertelniczce chłodno. Podeszłem do wykonanej z ciemnego drewna komody, i wyciągnąwszy swoją białą koszulkę ubrałem w nią dziewczynę, po czym okryłem ją czerwono-krwistą kołdrą. Czyżby instynkty macierzyńskie, Bieber? Zaśmiałem się. Ogarnij się chłopie. Śmiejąc się z własnej głupoty w stertach rupieci znalazłem niepotrzebną nikomu apteczkę, Z czerwonego kuferka wyciągnąłem bandaże, plastry i wodę utlenioną. Na sam początek opatrzyłem czerwonowłosej rozcięty łuk brwiowy, następnie rozciętą wargę, poranione ręce i sącząca się z policzkowych zadrapań krew. Jakąś maścią posmarowałem podbite oko i odciski palców na ramieniu czerwonowłosej. Cholera, może mi ktoś powiedzieć jak zdołałem się powstrzymać przed tak smakowitym kąskiem? Przecież jej krew, miała tak intensywny zapach, tak pobudzała moje zmysły. Kiedy tak siedziałem i wylewałem hektolitry wody utlenionej spojrzałem na prawą rękę posiadaczki pięknych oczu- była złamana.
-Cholera, Rose!- nie zdążywszy dokończyć zawołania ujrzałem Rosalie. Wysłałem jej obrazy sprzed kilku minut i uczucia towarzyszące mi w tym czasie- zrozumiała, jakżeby inaczej. Moja opiekunka wysłała moje myśli do Reneca, jej partnera zawodowego (o ile tak można nazwać bycie najstarszym nieśmiertelnym). Renec przyszedł niemal natychmiast. Obejrzał dokładnie dziewczynę i pochwalił mnie za opatrzenie jej ran. Po badaniu wyszło że dziewczyna ma złamaną również nogę i kilka żeber. przyglądałem się pracującemu wampirowi, i wyłączyłem wyrzuty sumienia- dobrze, próbowałem. Lekarz włożył na rękę dziewczyny gips, a na nogę aircast. Tak, zabiłbym ją i za pewne byłaby jeszcze gorsza sytuacja, niż w tej chwili. Justin ty dupku, potłukłeś pamiątkowe wazony opiekunów i porachowałaś kości bezbronnej dziewczynie- brawo brutalu. Przelotnym spojrzeniem zerknąłem na śmiertelniczkę i znów taki rozszywający ciało ból, czy to ma być kolejna próba? chcą mnie znowu wystawić? Oby nie, po raz kolejny nie przeżyłbym takiego bólu, tego rozszarpywanego serca.
-Co ty tutaj robisz?!- warknąłem - Wiesz jakie będę miał kłopoty?!- krucha istota dziewczyny rozpłakała się ponownie- była taka bezbronna, w obliczu mojej siły. Chwyciłem ramię dziewczyny i podniosłem ją, najpierw spojrzałem pełen wściekłości w jej oczy a później z całej siły potrząsnąłem ją.
-Skąd o nas wiesz?1 - krzyknąłem - Jak nas odkryłaś?!- ale dziewczyna milczała. Gniew narastał coraz szybciej, aż w końcu wybuchnąłem. rzuciłem czerwonowłosą śmiertelniczkę o ścianę W przypływie kolejnej fali wściekłości cisnąłem w stronę dziewczyny kilka dosyć dużych porcelanowych wazonów Rose. Kiedy ciało dziewczyny bezwładnie z sunęło się po ścianie zrozumiałem co ja wyprawiam. Bezszelestnie opadła na podłogę, podbiegłem do niej i wziąłem ją w ramiona. Spojrzałem na jej bladą twarz- zemdlała. Przeklnąłem pod nosem i wziąłem ją na ręce, delikatnie, normalnym tempem ruszyłem w stronę swojej sypialni. Frozen już tam nie było. Położyłem dziewczynę na łóżku. Pomyślałem że może jej być nie wygodnie w stroju codziennym, a ona jakby uśmiechając się, przyznała mi rację. Najdelikatniej jak potrafiłem zdjąłem z niej spodnie, ukazały mi się jej śliczne nogi, i piękne biodra. Zdejmując z niej jedwabną koszulkę przez głowę przemknęła mi myśl, że ona czuje- odczuwa ciepło i zimno, więc w samej bieliźnie może być śmiertelniczce chłodno. Podeszłem do wykonanej z ciemnego drewna komody, i wyciągnąwszy swoją białą koszulkę ubrałem w nią dziewczynę, po czym okryłem ją czerwono-krwistą kołdrą. Czyżby instynkty macierzyńskie, Bieber? Zaśmiałem się. Ogarnij się chłopie. Śmiejąc się z własnej głupoty w stertach rupieci znalazłem niepotrzebną nikomu apteczkę, Z czerwonego kuferka wyciągnąłem bandaże, plastry i wodę utlenioną. Na sam początek opatrzyłem czerwonowłosej rozcięty łuk brwiowy, następnie rozciętą wargę, poranione ręce i sącząca się z policzkowych zadrapań krew. Jakąś maścią posmarowałem podbite oko i odciski palców na ramieniu czerwonowłosej. Cholera, może mi ktoś powiedzieć jak zdołałem się powstrzymać przed tak smakowitym kąskiem? Przecież jej krew, miała tak intensywny zapach, tak pobudzała moje zmysły. Kiedy tak siedziałem i wylewałem hektolitry wody utlenionej spojrzałem na prawą rękę posiadaczki pięknych oczu- była złamana.
-Cholera, Rose!- nie zdążywszy dokończyć zawołania ujrzałem Rosalie. Wysłałem jej obrazy sprzed kilku minut i uczucia towarzyszące mi w tym czasie- zrozumiała, jakżeby inaczej. Moja opiekunka wysłała moje myśli do Reneca, jej partnera zawodowego (o ile tak można nazwać bycie najstarszym nieśmiertelnym). Renec przyszedł niemal natychmiast. Obejrzał dokładnie dziewczynę i pochwalił mnie za opatrzenie jej ran. Po badaniu wyszło że dziewczyna ma złamaną również nogę i kilka żeber. przyglądałem się pracującemu wampirowi, i wyłączyłem wyrzuty sumienia- dobrze, próbowałem. Lekarz włożył na rękę dziewczyny gips, a na nogę aircast. Tak, zabiłbym ją i za pewne byłaby jeszcze gorsza sytuacja, niż w tej chwili. Justin ty dupku, potłukłeś pamiątkowe wazony opiekunów i porachowałaś kości bezbronnej dziewczynie- brawo brutalu. Przelotnym spojrzeniem zerknąłem na śmiertelniczkę i znów taki rozszywający ciało ból, czy to ma być kolejna próba? chcą mnie znowu wystawić? Oby nie, po raz kolejny nie przeżyłbym takiego bólu, tego rozszarpywanego serca.
Od Autorki
A więc macie tu takie coś, miało być z jeszcze jednej perspektywy, ale opublikowałabym to dopiero jutro, bo muszę gnać uczyć się z chemii. : o
A więc jest tutaj część druga, mam nadzieję że się podoba i czekam na wasze opinie.
Myślę o zawieszeniu tego bloga.
8 komentarzy i będzie następny.
wtorek, 11 września 2012
Pięć część 1.
-Frozen? Błagam cię, co mam ci niby zrobić?- zaśmiałem się serdecznie, Frozen była moją siostrą, młoda wampirka która bała się wszystkiego dookoła. Była niską blondynką, o dużych niebieskich oczach, dzięki wampiryzmie wyładniała, jej porcelanowa, blada cera wyglądała jak wygładzona w Photo Shopie, dziewczyna była urocza, jej nieśmiały uśmiech był przesłodki.
-Wiesz, nie lubisz kiedy ktoś na Ciebie patrzy, mówią że nie wolno, że potrafisz zabić za coś takiego.
-Dlaczego miałbym zrobić coś takiego, tak pięknej dziewczynie. - w wampirzym tempie znalazłem się obok, pogładziłem ją po policzku. Posługując się swoimi umiejętnościami zablokowałem umiejętność Frozen - nie chciałem żeby przejrzała mnie na wylot.- No Bieber, masz ci babo placek, dziewczyna na wieczór się trafiła.- pomyślałem sobie kładząc ręcę na pupie zarumienionej dziewczyny.
-Emm, Justin twoje ręce...- zaśmiała się dziewczyna.
-Ohh, przepraszam utonąłem w twoich oczach. - szepnąłem jej do ucha- dziewczyna jest już moja. Blondynka uśmiechnęła się do mnie i stanęła delikatnie na palcach. W powietrzu każdy nawet najmniej uzdolniony wampir mógł poczuć narastające w niej podniecenie. Przyłożyłem policzek do jej chłodnej szyi i wysapałem:
-Masz może wolny wieczór?-dziewczyna w odpowiedzi zamruczała subtelnie.
-Wiesz, nie lubisz kiedy ktoś na Ciebie patrzy, mówią że nie wolno, że potrafisz zabić za coś takiego.
-Dlaczego miałbym zrobić coś takiego, tak pięknej dziewczynie. - w wampirzym tempie znalazłem się obok, pogładziłem ją po policzku. Posługując się swoimi umiejętnościami zablokowałem umiejętność Frozen - nie chciałem żeby przejrzała mnie na wylot.- No Bieber, masz ci babo placek, dziewczyna na wieczór się trafiła.- pomyślałem sobie kładząc ręcę na pupie zarumienionej dziewczyny.
-Emm, Justin twoje ręce...- zaśmiała się dziewczyna.
-Ohh, przepraszam utonąłem w twoich oczach. - szepnąłem jej do ucha- dziewczyna jest już moja. Blondynka uśmiechnęła się do mnie i stanęła delikatnie na palcach. W powietrzu każdy nawet najmniej uzdolniony wampir mógł poczuć narastające w niej podniecenie. Przyłożyłem policzek do jej chłodnej szyi i wysapałem:
-Masz może wolny wieczór?-dziewczyna w odpowiedzi zamruczała subtelnie.
*
Napalony do granic możliwości rzuciłem Frozen na łóżku i zacząłem grę wstępną. Po jej mocno czerwonych oczach można było wywnioskować że jest równie mocno podniecona jak ja. Powolnym ludzkim tempem zdjąłem z niej, sukienkę. Dziewczyna rozszarpała moje ubrania, byłem nagusieńki a ona no cóż chyba był gotowa na tą czynność bo nie mogłem się napatrzeć na jej koronkową bieliznę, co jak co ale na nieśmiałą dziewczynkę (za jaką każdy ją uważał) kobiece krągłości. Szybko zrzuciłem z niej bieliznę i zacząłem delikatnie całować jej całe ciało. Kiedy miałem już w nią wejść do pokoju wparowała wrzeszcząca Rosalie, energicznym ruchem przykryłem nas klnąc pod nosem.
-Czego chcesz?! - wrzasnąłem
-Czego ja chcę? Może ty mi powiesz jak przeszukiwałeś ten las! Jak ty mogłaś tego nie zauważyć?- czarownica krzyczała na mnie a Frozen zarumieniona (musiała przeżyć totalny wstrząs ponieważ wampiry bardzo rzadko się rumienią, prawdę powiedziawszy prawie nigdy) schowała się głębiej pod pierzynę.
-Ale o co chodzi? - zapytałam bardziej ocucony ze strefy seksu. - Poczekaj daj mi chwilę ubiorę się i pogoadamy, na spokojnie - podkreśliłem ostatnie słowa i kazałem Rose wyjść. Najwolniej jak umiałem ubrałem się, choć położenie mojego przyjaciela nie było takie łatwe jak mi się wydawało, po kilku minutach podniecenie opadło a razem z nim i Jerry. Wślizgnąłem się w spodnie, i zbiegłem na dół (tak,tak nie chciałem żeby Rosalie się jeszcze trochę po denerwowała, doskonale wiedziałem że ludzkie tempo to rzecz która ją najbardziej irytuje). Zdarzyłem zejść ze schodów na hol akademika a kipiącą wściekłością wedźma pojawiła się tuż przede mną.
-A więc porozmawiajmy panie, Bieber. Byłeś aż tak zajęty pieprzeniem się z Frozen że nie zauważyłeś tej śmiertelnej w lesie?
-Zaraz, zaraz nie tak wulgarnie.- zaśmiałem się sarkastycznie, no dalej Roselie wybuchnij (jak ja kocham ją denerwować)! - Jaka śmiertelniczka? - zapytałem trochę zdezorientowany.
''Idź na stołówkę to się dowiesz'' - taką oto myśl otrzymałem od opiekunki, posłusznie udałem się w stronę stołówki. Ten widok, zapamiętam na zawsze...
-Czego chcesz?! - wrzasnąłem
-Czego ja chcę? Może ty mi powiesz jak przeszukiwałeś ten las! Jak ty mogłaś tego nie zauważyć?- czarownica krzyczała na mnie a Frozen zarumieniona (musiała przeżyć totalny wstrząs ponieważ wampiry bardzo rzadko się rumienią, prawdę powiedziawszy prawie nigdy) schowała się głębiej pod pierzynę.
-Ale o co chodzi? - zapytałam bardziej ocucony ze strefy seksu. - Poczekaj daj mi chwilę ubiorę się i pogoadamy, na spokojnie - podkreśliłem ostatnie słowa i kazałem Rose wyjść. Najwolniej jak umiałem ubrałem się, choć położenie mojego przyjaciela nie było takie łatwe jak mi się wydawało, po kilku minutach podniecenie opadło a razem z nim i Jerry. Wślizgnąłem się w spodnie, i zbiegłem na dół (tak,tak nie chciałem żeby Rosalie się jeszcze trochę po denerwowała, doskonale wiedziałem że ludzkie tempo to rzecz która ją najbardziej irytuje). Zdarzyłem zejść ze schodów na hol akademika a kipiącą wściekłością wedźma pojawiła się tuż przede mną.
-A więc porozmawiajmy panie, Bieber. Byłeś aż tak zajęty pieprzeniem się z Frozen że nie zauważyłeś tej śmiertelnej w lesie?
-Zaraz, zaraz nie tak wulgarnie.- zaśmiałem się sarkastycznie, no dalej Roselie wybuchnij (jak ja kocham ją denerwować)! - Jaka śmiertelniczka? - zapytałem trochę zdezorientowany.
''Idź na stołówkę to się dowiesz'' - taką oto myśl otrzymałem od opiekunki, posłusznie udałem się w stronę stołówki. Ten widok, zapamiętam na zawsze...
**
PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM! Minęły prawie 2 miesiące a ja nic nie dodałam, jest mi cholernie głupio ale - nie miałam weny. Za te 13 (!!!) komentarzy pod Czwóreczką bardzo wam dziękuję powinniście w nagrodę dostać rozdział szybciej no ale cóż, tak bywa. Za to 2 Część rozdziału postaram dodać się szybciej. No i jak wam się podoba? c:
To co? Pobawimy się w znaną grę:
5 Komentarzy = 2 część. c:
ZWIASTUN- http://www.youtube.com/watch?v=0RJU3UoXaBk&feature=g-upl .
Ps. I jak podoba się szablon? c:
Wolicie taki szablon czy prostszy wygląd bloga? Odpoiwedż w komentarzu!
Ps. I jak podoba się szablon? c:
Wolicie taki szablon czy prostszy wygląd bloga? Odpoiwedż w komentarzu!
środa, 25 lipca 2012
Cztery.
-Ty frajerze ! - wrzasnąłem i sekundę później znalazłem się przy nim, zacząłem go dusić, nie wiem skąd miałem tyle siły. - Jak mogłeś! Zabiłeś ją, zabiłeś mojego syna! - wrzeszczałem i dusiłem coraz mocniej.
-Uspokój się Justin - powiedział szeptem Chris - To był mój obowiązek. Musiałem. - spojrzał mi prosto w oczy, a ja puściłem go. Kolejne mrugnięcie siedzę na schodach nowego domu, mojej kryjówki. I płaczę, właśnie stąd wziął się monolog, wszystkie moje wcześniejsze myśli. Cholera, serce mnie boli.
*3-4 miesiące po przemianie*
-Justin ! - krzyczała Rosalie, tak moja wampirza ciotko-matka , opiekunka.
Akurat leżałem w swoim pokoju i odbijałem piłkę koszykową więc niezbyt uśmiechało mi się schodzenie na parter, choć zajęło by mi to sekundę. Jeden pies, przecież ona mogła tu się znaleźć jeszcze szybciej niż wypowiedziała moje imię, ciekawa kobieta.
-Czego ? - warknąłem
-Nie musisz być taki oschły - Rosalie stała już przy moim łóżku, z grymasem na twarzy. - Chciałam Ci tylko przypomnieć że czytam w myślach i przeglądam ludzi na wylot więc wiem co o mnie myślisz, poruszyła brwiami. - Rozumiem ze nadal ci ciężko po stracie tej śmiertelniczki, ale trzeba się otrząsnąć i zrobić krok ku wieczności, zaraz zaraz - kobieta położyła palec w kąciku ust - Czy nie tak nazywa się Twoja biografia? - kobieta pogardliwie spojrzała na mnie i wysłała mi swoją myśl : ( Tak, kolejna moc którą mamy, wysyłamy sobie myśli.) 'Dziś ty przeglądasz las, nieprawdaż?' Opiekunka znów szyderczo się uśmiechnęła i jednym ruchem ręki zrzuciła mnie na podłogę. - No już panie Bieber. - Rose zniknęła tak szybko że nie dała mi pola do popisu, moja umiejętności długo by wymieniać, jestem przecież najseksowniejszy i najbardziej uzdolniony, słowa mojej byłej, córki Reneca, kolejny opiekun. No dziewczynę przeleciałem kilka razy, i koniec związku, o ile 5 nocy z rzędu można nazwać związkiem, no cóż taki oto jestem. Zmieniłam sie, chciałem zapomnieć o Erin o moim synu o tym wszystkim, dowartościowywałem się tym że jestem najseksowniejszy w naszym okręgu, cholera jak to brzmi. Sam nie mogłem uwierzyć jaki brutalny się stałem, no jeśli chodzi o seks i związki. Tak naprawdę, udawałem zobojętniałego, bolało i to bardzo, cały czas myślałem o Erin, o mojej miłości która nie gaśnie, kiedy robiłem to z przypadkowymi dziewczynami, przez chwilę zapominałem. Nie mam pojęcia ile nocy poświęciłem na to, z iloma dziewczynami to robiłem.
-Znalazłem sobie miejsce na rozmyślanie - powiedziałam sarkastycznie i wampirzym tempem udałem się do lasu. Przegląd go zajął mi góra dwie minuty, no bo ile można doglądać kilku hektarowego lasu? Usiadłem spokojnie na ławeczce obok wejścia do ''domu'' . Nuciłem swoją piosenkę i patrzyłem w gwiazdy. Nagle usłyszałem jakiś szmer, różowy kawałek sukienki rzucił mi się w oczy.
-Proszę, nic mi nie rób - usłyszałem cichy szept
-Znalazłem sobie miejsce na rozmyślanie - powiedziałam sarkastycznie i wampirzym tempem udałem się do lasu. Przegląd go zajął mi góra dwie minuty, no bo ile można doglądać kilku hektarowego lasu? Usiadłem spokojnie na ławeczce obok wejścia do ''domu'' . Nuciłem swoją piosenkę i patrzyłem w gwiazdy. Nagle usłyszałem jakiś szmer, różowy kawałek sukienki rzucił mi się w oczy.
-Proszę, nic mi nie rób - usłyszałem cichy szept
niedziela, 24 czerwca 2012
Trzy.
Może czas zostawić przeszłość, czas zapomnieć, zainteresować się tym co teraz, w tej chwili. Niektórzy powiadają że w tak młodym wieku nie kocha się naprawdę, ale wierzę że My byliśmy wyjątkiem. Nie mogłem znieś widoku kiedy płakała, nie mogłem znieść widoku jej ręki w gipsie. To cholernie mocno bolało... Więc może powiem tylko w skrócie, poprosiłem ją o bycie razem około dwa miesiące po poznaniu. Jeździła ze mną po świecie, nasz pierwszy raz skończył się tragicznie. Erin zaszła w ciąze mając niespełna 17 lat. Wyrzucili ją z domu, kupiłem dom byle jaki byle gdzie. Zamieszkaliśmy tam, opiekowałem się nie, przerywają karierę. Erin z dnia na dzień czuła się gorzej, miała problemy ze zdrowiem, lekarze nie mogli wyregulować jej ciśnienia, Erin miała także za dużo prolaktyny, początki anemii często mdlała. W pewnym momencie miałem tego dosyć, kłóciłem się z kumplami z ekipą. Nie miałem czasu dla siebie tylko Erin,Erin i Erin. Latałem jak oszalały po aptekach, szpitalach sklepach. Zostawiłem ją na początku 8 miesiąca, zaczęła pić, nie wiem kto to spowodował, była przecież nieletnia. Dopiero kiedy dowiedziałem się że będziemy mieć syna, a ona pragnie nazwać go Justin Jeremy coś się we mnie ruszyło. Kiedy wszedłem do domu wypłakała mi się że jest jej tak ciężko, że nie daje sobie rady i że nadal mnie kocha... Wróciłem do niej. Tego wieczora wysłała mnie do sklepu bo jakąś colę i to się stało, szedłem wtedy pustą ulicą czułem się osaczony. Dla bezpieczeństwa założyłem kaptur, zgarbiłem się sam nie wiem dlaczego. Po kilku minutach poczułem chłodny wiatr, naciągnąłem kaptur, zimny dotyk, para czerwonych oczu, słowa kumpla. ' W tym świecie jestem samotny, przydasz mi się. Bardziej niż Erin''. Później tylko błogostan, jakby sen i łuna białego światła. Później znalazłem się w dużej sali, z lustrami. Spojrzałem w lustrzane odbicie, byłem blady jakby bardziej przypakowany. Dopiero później poczułem kły.
-Witamy w świecie nieśmiertelnych . - aksamitny kobiecy głos wypowiedział słowa .- Nazywam się Rosalie, i jestem czymś w rodzaju króla , opiekuna. Wywodzę się z najstarszego rodu wampirów. I właśnie zostałeś jednym z nas... A teraz - kobieta zrobiła pauzę - Przejdziesz próbę, mianowicie próby. Zobaczymy czy mozesz być jednym z nas... - w mgnieniu oka trafiłem do ciemnego pokoju, rozglądałem się i zauważyłam leżąca w kącie Erin, miała na sobie balową różową sukienkę. Była wystraszona, jakby spłoszona sarenka. Trzymała się za brzuch, nagle ktoś do niej podszedł, ukucnął przy niej i zaczął bawić się jej włosami, w końcu uderzył ją w policzek.
-Nie.! - wrzasnąłem
Chłopak uśmiechnął się szyderczo. Po kilku sekundach zerwał z Erin sukienkę, poczułem na sobie łańcuchy, nie mogłem się ruszyć. Dziewczyna próbowała wstać, uciec lecz on jej nie pozwalał. Znów ją uderzył, po czym wziął stojący obok wazon i zrzucił na jej nogę. Krew się polała a ja poczułem dziwne pragnienie, jakbym przez tydzień nic nie pił , ani nie jadł. Dziewczyna zaczęła krzyczeć, nie myślałem o głodzie, tylko o moim sercu które teraz było deptane. Dziewczyna zaczęła krzyczeć, o pomoc, zaczęła wzywać mnie. Chłopak znów pochylił się nad nią, jednym ruchem ręki rozszarpał jej brzuch, głowa Erin z hukiem upadła na ziemię, chłopak wyjął dziecko i jakby, jakby... zjadł. Miałem już dosyć, rozszarpałem łańcuchy i podbiegłem do dizewczyny.
-Erin, Erin skarbie ... Nie rób mi tego, jestem przy Tobie. - mówiłem gorączkowo.
-Najważniejsze jest to że umierma w twoich ramionach. - wyszeptała zamykając oczy
wtorek, 29 maja 2012
2.
Istnieją dwie metody zabijania. Możemy podzielić się naszym darem, czyli przy ugryzieniu wsysać jad do organizmu, lub możemy zabić w męczarniach, nie dzieląc się czarem nocy. Jak się domyślacie, wolimy tą druga opcję, jak to niektórzy mówią ''Szkoda im jadu na śmiertelników.'' Ugryzienie stworzenia nocnego, nie boli. Jest przyjemne, spokojne czujesz się jak we śnie. To próby są bolesne, próby które przechodzisz zaraz po przemianie.
* 9 miesięcy wcześniej*
Była moim słońcem, kochałem ją nad życie które wtedy mogło skończyć się w każdej chwili. Erin Rosalie April Montrose-Cordman, czyli moja miłość, jedyna i prawdziwa . Miała wiśniowe,falowane włosy, duże niebieskie oczy i to chyba one sprawiły że wpadłem po uszy w miłość do niej. Była drobniutka niższa o głowę, ale wzrost nadrabiała uśmiechem, w którym pokazywała swoje śnieżnobiałe zęby. Była idealna miła,opiekuńcza,przyjazna. Zrobiłbym dla niej wszystko. Poznaliśmy się w jednej z kafejek w Londynie.
Szedłem ulicą ze słuchawkami na uszach, obok mnie twardo stąpający po ziemi Kenny - mój ochroniarz. Dzień był piękny , słońce świeciło a niebo było idealnie błękitne, kochałem taką pogodę. W Los Angeles zawsze było mi za gorąco. Razem z Kenny'm postanowiliśmy usiąść w kawiarni za rogiem. Zajęliśmy miejsca na zewnątrz. W ich karcie dań nie było nic nadzwyczajnego. Jakieś ciasta i kawy. Po kilku minutach podeszła do nas dziewczyna, którą opisałem wyżej.
-Co mogę podać .? - zapytała głosem słowika i uśmiechnęła się delikatnie ujawniając dołeczki. Zaniemówiłem.
-Eeee. Laa-llaaaa . - próbowałem odpowiedzieć .
-Late i szarlotkę z lodami dwa razy . - powiedział za mnie Kenny. Dziewczyna odeszła a Kenny trącił mnie łokciem. - E stary , języka w buzi zabrakło .? - zapytał śmiejąc się ze mnie.
-Hahah. bardzo śmieszna- odpowiedziałem sarkastycznie.
-Co mogę podać .? - zapytała głosem słowika i uśmiechnęła się delikatnie ujawniając dołeczki. Zaniemówiłem.
-Eeee. Laa-llaaaa . - próbowałem odpowiedzieć .
-Late i szarlotkę z lodami dwa razy . - powiedział za mnie Kenny. Dziewczyna odeszła a Kenny trącił mnie łokciem. - E stary , języka w buzi zabrakło .? - zapytał śmiejąc się ze mnie.
-Hahah. bardzo śmieszna- odpowiedziałem sarkastycznie.
*
Zamówione danie przyniosła nam dziewczyna o wiele starsza od poprzedniej. Zjadłem szybko i wszedłem do środka by znaleźć dziewczynę. Stała przy kasie.
-Czasami wystarczy 30 sekund odwagi. - pomyślałem. Przepchnąłem się przez ludzi stojących w kolejce, znajdowałem się tuż przy niej. Spojrzałem jej głęboko w oczy, uśmiechnęła się. Wkroczyłem za ladę, i wziąłem dziewczynę jak ''worek kartofli''. Pobiegłem z nią do hotelu w którym mieszkałem od kilku godzin i wlazłem do windy, tam ją postawiłem.
-Nazywam się Justin, ale to już chyba wiesz mam siedemnaście lat w Marcu osiemnaście jestem gwiazdą z milionami Belieberek , które są dla mnie ważne i które bardzo mocno kocham. Wiem że się nie znamy nawet nie wiem jak masz na imię ale jesteś taka śliczna ... - powiedziałem wszystko na jednym wdechu cały czas patrząc jej w oczy. Dziewczyna znów się uśmiechnęła.
-Erin - wyciągnęła do mnie rękę, którą ucałowałem, znów się uśmiechnęła . - Mam szesnaście lat w Marcu siedemnaście, jestem kelnerką w kawiarni na rogu. Wiem że kochasz swoje Belieberki bo moja młodsza siostra nią jest. Wow ... - szepnęła .
-Szybkie poznanie .? - zapytałem.
-Powiedzmy . - zaśmiała się
-20;50 w Cafe Elinte . ? - kiwnęła głową na tak. Uśmiechnąłem się i wyszedłem z windy, ona tam została.
*
Wybrałem czerwoną koszulę w kratkę, pod to biały T-shirt czarne spodnie i białe supry. Czekałem na nią już 10 minut. Zwykle nie lubię jak dziewczyny się spóźniają lecz na nią mogłem czekać całą wieczność, ale nie musiałem przyszła z 20 minutowym spóźnieniem .
-Przepraszam- szepnęła.Była ubrana we fioletową tiulową sukienkę, była dość krótka kończyła się ok. 20 centymetrów przed kolanem. Takie to ja lubię. Do tego zwykła czarna kopertówka , czarna bransoletka i piórowe kolczyki w tym samym kolorze. Jej włosy były polokowane teraz sięgały do ramion wcześniej sięgały do piersi.
-Ślicznie wyglądasz . - wstałem i odsunąłem jej krzesło, usiadła i uśmiechnęła się.
-Dziękuję. Ty też super wyglądasz . - puściła mi oczko . Oblizałem spierzchnięte wargi.
Zacząłem wypytywać ją o różne rzeczy, rozmawiało nam się gładko nie byliśmy nieśmiałymi ludźmi więc szybko się zaprzyjaźniliśmy się . Codziennie spotkania na ławce w parku lub w lodziarni. Byłem pewny że Erin jest tą dziewczyną, że jest moją One Less Lonley Girl.
-Przepraszam- szepnęła.Była ubrana we fioletową tiulową sukienkę, była dość krótka kończyła się ok. 20 centymetrów przed kolanem. Takie to ja lubię. Do tego zwykła czarna kopertówka , czarna bransoletka i piórowe kolczyki w tym samym kolorze. Jej włosy były polokowane teraz sięgały do ramion wcześniej sięgały do piersi.
-Ślicznie wyglądasz . - wstałem i odsunąłem jej krzesło, usiadła i uśmiechnęła się.
-Dziękuję. Ty też super wyglądasz . - puściła mi oczko . Oblizałem spierzchnięte wargi.
Zacząłem wypytywać ją o różne rzeczy, rozmawiało nam się gładko nie byliśmy nieśmiałymi ludźmi więc szybko się zaprzyjaźniliśmy się . Codziennie spotkania na ławce w parku lub w lodziarni. Byłem pewny że Erin jest tą dziewczyną, że jest moją One Less Lonley Girl.
niedziela, 27 maja 2012
1.
Niebo było ciemne, pochmurne zresztą tak samo jak miejsce w którym teraz się znajdowałem. Dookoła las, który ochraniał nas od miasta a zarazem krył mnóstwo tajemnic , był on bowiem lasem magicznym mieszkały tam stworzenia fantastyczne bezbronne . Takie jak elfy czy krasnoludki. Nasz dom przypominał ten z Rodzinki Adamsów choć był bardziej... i tu kończył mi się zasób słów w moim słowniku. Bardziej, mroczny, tajemniczy nie pasowało idealnie...
Istnieją ludzie żyjący, stworzenia nocy, i istoty tajemnicze o których zwykły śmiertelnik nigdy nie słyszał. By zostać stworzeniem nocy lub istotą tajemniczą nie wystarczy sam jad twojego przyszłego brata. Musisz przejść próbę która łamie twoje martwe serce na pół. Istnieją mity które mówią że jesteśmy niezniszczalni, że nie mamy uczuć. Ale jednak to kłamstwa wyssane z szyi. Wbrew pozorom jesteśmy krusi, nieodporni na ból który potrafi zniszczyć nas wewnętrznie. Który potrafi zadać nam cios śmiertelny. Który rozrywa nasze ciało na miliardy kawałków. A więc jacy jesteśmy.? Nieśmiertelni, nie do końca. Niezniszczalni, coś jednak potrafi nas zniszczyć. Wiecznie młodzi, lecz niektórzy z nas się starzeją. Jesteśmy wredni, bez uczuć. Wykorzystujemy wszystkich. Jedyną rzeczą która nam wychodzi wspaniale jest zabijanie, mordowanie niewinnych istot które niczym nam nie zawiniły, oprócz tego że po prostu istnieją. Jesteśmy gorzej niż źli, gorzej niż podli. Potrafisz to sobie wyobrazić.? Nie masz o nas pojęcia, póki nie spotkasz się z nami w mroku nocy twarzą w twarz. W tej samej sekundzie uświadamiasz Sobie że twoje życie dobiega końca.
Istnieją ludzie żyjący, stworzenia nocy, i istoty tajemnicze o których zwykły śmiertelnik nigdy nie słyszał. By zostać stworzeniem nocy lub istotą tajemniczą nie wystarczy sam jad twojego przyszłego brata. Musisz przejść próbę która łamie twoje martwe serce na pół. Istnieją mity które mówią że jesteśmy niezniszczalni, że nie mamy uczuć. Ale jednak to kłamstwa wyssane z szyi. Wbrew pozorom jesteśmy krusi, nieodporni na ból który potrafi zniszczyć nas wewnętrznie. Który potrafi zadać nam cios śmiertelny. Który rozrywa nasze ciało na miliardy kawałków. A więc jacy jesteśmy.? Nieśmiertelni, nie do końca. Niezniszczalni, coś jednak potrafi nas zniszczyć. Wiecznie młodzi, lecz niektórzy z nas się starzeją. Jesteśmy wredni, bez uczuć. Wykorzystujemy wszystkich. Jedyną rzeczą która nam wychodzi wspaniale jest zabijanie, mordowanie niewinnych istot które niczym nam nie zawiniły, oprócz tego że po prostu istnieją. Jesteśmy gorzej niż źli, gorzej niż podli. Potrafisz to sobie wyobrazić.? Nie masz o nas pojęcia, póki nie spotkasz się z nami w mroku nocy twarzą w twarz. W tej samej sekundzie uświadamiasz Sobie że twoje życie dobiega końca.
Prolog.
Spojrzałem w lustro. Nienawidziłem obrazu który odbijał się w nim. Blada zimna skóra, oczy w których zakochiwały się śmiertelniczki. Ręce które mordowały rozszarpując ciało ofiary. Usta, za którymi kryły się zęby, kły które zabijały, po to bym mógł przeżyć. Zabijanie powinno sprawiać mi radość, powinno dawać mi szczęście ale ono umacniało mnie w fakcie iż jestem potworem, maszyną do zabijania .
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)