-Co ty tutaj robisz?!- warknąłem - Wiesz jakie będę miał kłopoty?!- krucha istota dziewczyny rozpłakała się ponownie- była taka bezbronna, w obliczu mojej siły. Chwyciłem ramię dziewczyny i podniosłem ją, najpierw spojrzałem pełen wściekłości w jej oczy a później z całej siły potrząsnąłem ją.
-Skąd o nas wiesz?1 - krzyknąłem - Jak nas odkryłaś?!- ale dziewczyna milczała. Gniew narastał coraz szybciej, aż w końcu wybuchnąłem. rzuciłem czerwonowłosą śmiertelniczkę o ścianę W przypływie kolejnej fali wściekłości cisnąłem w stronę dziewczyny kilka dosyć dużych porcelanowych wazonów Rose. Kiedy ciało dziewczyny bezwładnie z sunęło się po ścianie zrozumiałem co ja wyprawiam. Bezszelestnie opadła na podłogę, podbiegłem do niej i wziąłem ją w ramiona. Spojrzałem na jej bladą twarz- zemdlała. Przeklnąłem pod nosem i wziąłem ją na ręce, delikatnie, normalnym tempem ruszyłem w stronę swojej sypialni. Frozen już tam nie było. Położyłem dziewczynę na łóżku. Pomyślałem że może jej być nie wygodnie w stroju codziennym, a ona jakby uśmiechając się, przyznała mi rację. Najdelikatniej jak potrafiłem zdjąłem z niej spodnie, ukazały mi się jej śliczne nogi, i piękne biodra. Zdejmując z niej jedwabną koszulkę przez głowę przemknęła mi myśl, że ona czuje- odczuwa ciepło i zimno, więc w samej bieliźnie może być śmiertelniczce chłodno. Podeszłem do wykonanej z ciemnego drewna komody, i wyciągnąwszy swoją białą koszulkę ubrałem w nią dziewczynę, po czym okryłem ją czerwono-krwistą kołdrą. Czyżby instynkty macierzyńskie, Bieber? Zaśmiałem się. Ogarnij się chłopie. Śmiejąc się z własnej głupoty w stertach rupieci znalazłem niepotrzebną nikomu apteczkę, Z czerwonego kuferka wyciągnąłem bandaże, plastry i wodę utlenioną. Na sam początek opatrzyłem czerwonowłosej rozcięty łuk brwiowy, następnie rozciętą wargę, poranione ręce i sącząca się z policzkowych zadrapań krew. Jakąś maścią posmarowałem podbite oko i odciski palców na ramieniu czerwonowłosej. Cholera, może mi ktoś powiedzieć jak zdołałem się powstrzymać przed tak smakowitym kąskiem? Przecież jej krew, miała tak intensywny zapach, tak pobudzała moje zmysły. Kiedy tak siedziałem i wylewałem hektolitry wody utlenionej spojrzałem na prawą rękę posiadaczki pięknych oczu- była złamana.
-Cholera, Rose!- nie zdążywszy dokończyć zawołania ujrzałem Rosalie. Wysłałem jej obrazy sprzed kilku minut i uczucia towarzyszące mi w tym czasie- zrozumiała, jakżeby inaczej. Moja opiekunka wysłała moje myśli do Reneca, jej partnera zawodowego (o ile tak można nazwać bycie najstarszym nieśmiertelnym). Renec przyszedł niemal natychmiast. Obejrzał dokładnie dziewczynę i pochwalił mnie za opatrzenie jej ran. Po badaniu wyszło że dziewczyna ma złamaną również nogę i kilka żeber. przyglądałem się pracującemu wampirowi, i wyłączyłem wyrzuty sumienia- dobrze, próbowałem. Lekarz włożył na rękę dziewczyny gips, a na nogę aircast. Tak, zabiłbym ją i za pewne byłaby jeszcze gorsza sytuacja, niż w tej chwili. Justin ty dupku, potłukłeś pamiątkowe wazony opiekunów i porachowałaś kości bezbronnej dziewczynie- brawo brutalu. Przelotnym spojrzeniem zerknąłem na śmiertelniczkę i znów taki rozszywający ciało ból, czy to ma być kolejna próba? chcą mnie znowu wystawić? Oby nie, po raz kolejny nie przeżyłbym takiego bólu, tego rozszarpywanego serca.
Od Autorki
A więc macie tu takie coś, miało być z jeszcze jednej perspektywy, ale opublikowałabym to dopiero jutro, bo muszę gnać uczyć się z chemii. : o
A więc jest tutaj część druga, mam nadzieję że się podoba i czekam na wasze opinie.
Myślę o zawieszeniu tego bloga.
8 komentarzy i będzie następny.