środa, 25 lipca 2012

Cztery.

Znów znalazłem się w dużej sali. Cholera nawet nie wiecie jak się czułem. Nie mogłem jej uratować, nie mogłem jej pomóc. A ona umierała, krwawiła , stopniowo zamykała oczy, by już nigdy ich nie otworzyć. A mój syn, został rozszarpany kłami, a potem rzucony o ścianę. Słyszałem jak płacze i gwałtownie przestaje. Straciłem wszystko co kochałem, nie miałem nic. Zobaczyłem tą samą, czarnowłosą kobietę o jasnej skórze  ciemnych długich włosach, i o tych jasnych przenikliwych oczach. Mowiła cos trzy po trzy, o tym że jestem dzielny i silny.  A później pojawił się mój najbliższy brat, pokrewniec , tak nazywa się osoba która przemieniła Cię. I kogo zobaczyłem? Ostatnia osobę o której pomyślałem, Christiana Beadelsa, starego kumpla. Chłopak stał z założonymi na pierś rękoma i uśmiechał się szyderczo, do on, on wciągnął mnie do tego śwaita, to on zabił Erin.
-Ty frajerze ! - wrzasnąłem i sekundę później znalazłem się przy nim, zacząłem go dusić, nie wiem skąd miałem tyle siły. - Jak mogłeś! Zabiłeś ją, zabiłeś mojego syna! - wrzeszczałem i dusiłem coraz mocniej.
-Uspokój się Justin - powiedział szeptem Chris - To był mój obowiązek. Musiałem. - spojrzał mi prosto w oczy, a ja puściłem go. Kolejne mrugnięcie siedzę na schodach nowego domu, mojej kryjówki. I płaczę, właśnie stąd wziął się monolog, wszystkie moje wcześniejsze myśli. Cholera, serce mnie boli.
*3-4 miesiące po przemianie*
-Justin ! - krzyczała Rosalie, tak moja wampirza ciotko-matka , opiekunka. 
Akurat leżałem w swoim pokoju i odbijałem piłkę koszykową więc niezbyt uśmiechało mi się schodzenie na parter, choć zajęło by mi to sekundę. Jeden pies, przecież ona mogła tu się znaleźć jeszcze szybciej niż wypowiedziała moje imię, ciekawa kobieta.
-Czego ? - warknąłem 
-Nie musisz być taki oschły - Rosalie stała już przy moim łóżku, z grymasem na twarzy. - Chciałam Ci tylko przypomnieć że czytam w myślach i przeglądam ludzi na wylot więc wiem co o mnie myślisz, poruszyła brwiami. - Rozumiem ze nadal ci ciężko po stracie tej śmiertelniczki, ale trzeba się otrząsnąć i zrobić krok ku wieczności, zaraz zaraz - kobieta położyła palec w kąciku ust - Czy nie tak nazywa się Twoja biografia? - kobieta pogardliwie spojrzała na mnie i wysłała mi swoją myśl : ( Tak, kolejna moc którą mamy, wysyłamy sobie myśli.) 'Dziś ty przeglądasz las, nieprawdaż?' Opiekunka znów szyderczo się uśmiechnęła i jednym ruchem ręki zrzuciła mnie na podłogę. - No już panie Bieber. - Rose zniknęła tak szybko że nie dała mi pola do popisu, moja umiejętności długo by wymieniać, jestem przecież najseksowniejszy i najbardziej uzdolniony, słowa mojej byłej, córki Reneca, kolejny opiekun. No dziewczynę przeleciałem kilka razy, i koniec związku, o ile 5 nocy z rzędu można nazwać związkiem, no cóż taki oto jestem. Zmieniłam sie, chciałem zapomnieć o Erin o moim synu o tym wszystkim, dowartościowywałem się tym że jestem najseksowniejszy w naszym okręgu, cholera jak to brzmi. Sam nie mogłem uwierzyć jaki brutalny się stałem, no jeśli chodzi o seks i związki. Tak naprawdę, udawałem zobojętniałego, bolało i to bardzo, cały czas myślałem o Erin, o mojej miłości która nie gaśnie, kiedy robiłem to z przypadkowymi dziewczynami, przez chwilę zapominałem. Nie mam pojęcia ile nocy poświęciłem na to, z iloma dziewczynami to robiłem.
-Znalazłem sobie miejsce na rozmyślanie - powiedziałam sarkastycznie i wampirzym tempem udałem się do lasu. Przegląd go zajął mi góra dwie minuty, no bo ile można doglądać kilku hektarowego lasu?  Usiadłem spokojnie na ławeczce obok wejścia do ''domu'' . Nuciłem swoją piosenkę i patrzyłem w gwiazdy. Nagle usłyszałem jakiś szmer, różowy kawałek sukienki rzucił mi się w oczy.
-Proszę, nic mi nie rób - usłyszałem cichy szept